Mój mąż ma mnie za większą zołzę niż jestem w rzeczywistości - otóż ostatnio stwierdził, że po urodzeniu dziecka będę mu często mówiła - chciałeś mieć dziecko to się teraz nim zajmuj ! Jak się okazało wcale tak nie mówię ale w sumie to Robert nie powinien mówić hop, bo jeszcze wszystkiego nie przeskoczył. Siedzę w domu, więc trudno, żebym się Małym nie zajmowała ale kiedy wrócę do pracy to przecież nie będę zawsze, codziennie prościutko wracać do domu. Moja teściowa jest w tym mistrzynią - często potrafiła zadzwonić chwilę po czwartej i dziwić się co ja jeszcze w pracy robię. Generalnie jest też za wracaniem do domu zaraz po pracy ale to jej sprawa, szczególnie, że sama lubi odwiedzać koleżanki. Taki typ człowieka, którego kontakt z innym człowiekiem cieszy, informację zdobywa przez rozmowę z ludźmi a na wizytę do lekarza zapisuje się jadąc do przychodni ... Urok emeryta i osoby, którą ominęła rewolucja internetowa.
Dziś rozmawiałam z koleżanką, która urodziła dziecko z końcem sierpnia i od wczoraj miała wrócić do pracy. Miała, bo w sumie wróciła i dostała wypowiedzenie. Nie chciałam jej dołować ale uznałam, że trzeba być uczciwym w rozmowie. K. poszła na zwolnienie w trzecim miesiącu ciąży, chociaż nie czuła się źle. Chciała tylko spokojne przeżyć ten czas i odpocząć. W sumie nie była jej w pracy ponad rok. Znaleziono zastępstwo i jakoś to szło. Firma planowała ten manewr ale nie chciała, żeby K. złożyła podanie np o zmniejszenie etatu, bo to zwolnienie by utrudniało. Gdy była w pracy miesiąc temu kazano jej szybko wracać - jak mówiłam pewnie już wtedy to planowano. Jest mi jej żal, bo tak już się nastawiła do powrotu, dwie babcie gotowe do opieki więc raczej nie byłoby akcji - dziecko chore, nie ma pracownika w pracy. Firma jednak uznała inaczej i trochę ją rozumiem, bo jeśli przez rok kogoś nie było w pracy i praca działa bez zarzutu, to widać ten pracownik nie jest potrzebny. K. z pewnością znajdzie coś nowego, oby tylko potencjalny pracodawca nie patrzył krzywo w związku z małym dzieckiem. Przepracowała w tej firmie osiem lat. Życie nas czasem boleśnie kopie ale to niektórych kopniaków dokładamy się sami.
Powoli myślę o porządkach w szafach, bo przecież w związku z ciążą w zeszłym roku nie zmieniałam ubrań na półkach z zimowych na letnie i leżą sobie bidulki tak już prawie rok. Wyciągam dosłownie kilka rzeczy - wygodne golfy, bo przecież nie będę po domu paradować w eleganckiej bluzce - bez sensu. Z sensem byłoby jednak dokonanie przeglądu. Poza tym mam duże rzeczy do zrobienia - projekty dotyczące pracy i codziennie obiecuje sobie, że się za nie wezmę a potem śniadanie, sprzątanie, karmienie i tak jakoś dzień mija za dniem. Im bliżej końca urlopu macierzyńskiego tym czas biegnie szybciej - to już dziewiętnasty tydzień a w domu dwudziesty pierwszy ... Mogłabym wrócić do pracy za dwa tygodnie ale uważam, że bycie z dzieckiem do jego pół roku jest w sam raz. Mały patrzy na mnie i się śmieję - duży Robert wczoraj powiedział, że może jednak uznam, że nie chce wracać i zostaje z maluszkiem. Żartem to oczywiście było i sam dodał, że wtedy J dostałby zawału jak nic. Za bardzo lubię J, za bardzo lubię swoją pracę by nie wrócić do J i do pracy ...
20 mar 2012
19 mar 2012
Marzenie
Lis powiedział, że jest w stanie uwierzyć, że ja już fantazjuję o powrocie do pracy. W końcu to już tylko siedem tygodni ... Nie fantazjuję drogi Lisie - wezmę to na klatę, bez fantazji, pełen realizm. I im bliżej powrotu tym jakoś mi mniej ciężko, bo jednak przywykłam trochę do siedzenia w domu z dzieckiem. Maluszek będzie miał pół roku, gdy wrócę do pracy - uważam, że swoją rolę matki kwoki domowej wypełniłam z nawiązką.
A ja nie o tym dziś chciałam napisać - rzadko mam marzenia - może to i dziwne ale nie mam jakiś wygórowanych marzeń a jak coś sobie postanowię to nie tylko o tym myślę ale działam i dążę do celu. Po drugie jestem zdrowa, mam udanego męża i syna, mamy gdzie mieszkać i generalnie o czym sobie pomyśle to mogę to mieć. Buty na czerwonej podeszwie - chyba nie dla mnie, bo szkoda ich by było na polskie chodniki a torebka od Luisa Vuitton'a - droga nawet bardzo a znudziła by się po pół roku najdłużej - tak samo jak każda inna pięć razy tańsza. I aż tu nagle zamarzyłam sobie o ekspresie do kawy - fajne uczucie nie mieć czegoś i chcieć to posiadać. Robert miał okazję spełnić moje marzenie i to zrobił. Obie strony są zadowolone ....
A ja nie o tym dziś chciałam napisać - rzadko mam marzenia - może to i dziwne ale nie mam jakiś wygórowanych marzeń a jak coś sobie postanowię to nie tylko o tym myślę ale działam i dążę do celu. Po drugie jestem zdrowa, mam udanego męża i syna, mamy gdzie mieszkać i generalnie o czym sobie pomyśle to mogę to mieć. Buty na czerwonej podeszwie - chyba nie dla mnie, bo szkoda ich by było na polskie chodniki a torebka od Luisa Vuitton'a - droga nawet bardzo a znudziła by się po pół roku najdłużej - tak samo jak każda inna pięć razy tańsza. I aż tu nagle zamarzyłam sobie o ekspresie do kawy - fajne uczucie nie mieć czegoś i chcieć to posiadać. Robert miał okazję spełnić moje marzenie i to zrobił. Obie strony są zadowolone ....
9 mar 2012
Seriale, seriale
Lubię oglądać seriale ale po pierwsze muszą to być dobre seriale jak House czy Spartacus, po drugie nie mogą mieć tyle odcinków co M jak miłość a po trzecie muszą być dostępne w tvnplayer i ipla w dowolnym momencie. Wrzesień i marzec to w czas nowych sezonów seriali i czas zupełnie nowych seriali. Kuchenne rewolucje to jak zwykle rewelacja. Gessler jest nie tylko dobrą kucharką, ona jest przede wszystkim świetnym psychologiem. Byłam pod wrażeniem, kiedy w ostatnim odcinku udało jej się pogodzić zwaśnione małżeństwo i uratować kolejną restaurację. Przepis na życie - trzeci sezon zapowiada się ciekawie. Określenie maluszki jako kijaneczki, bo jej matka jest żabcią było zabawne. Reguły gry - przyzwoite ale nie powalające. Przypuszczam, że skończy się na jednym sezonie. W Hotel 52 wciągnęłam się już w czasie urlopu macierzyńskiego - w ciągu tygodnia obejrzałam cztery serie i teraz jestem na bieżąco. Bardzo dobry serial - z humorem i chyba pierwszy w polskiej telewizji, którego akcja toczy się w hotelu. Szpilki na Giewoncie to już czwarta seria i niestety każda kolejna jest coraz słabsza. Może jeszcze się rozkręci - widać ciągle oglądalność jest na tak wysokim poziomie, że polsatowi opłaca się inwestować w ten serial. No i wreszcie seriale telewizji z tak zwaną misją. Tu generalnie same ciągi dalsze poza małymi wyjątkami. Ojciec Mateusz podobno jest tylko dla emerytów ale mnie się podoba. Sandomierz to małe miasto a zabójstw tam tyle ile w Nowym Yorku. Ten serial ma jednak swój urok i pewnie dlatego w tym tygodniu można obejrzeć 83 odcinek. Komisarz Alex to taki detektyw w kagańcu i nie w Sandomierzu ale tym razem w Łodzi. Ma szansę utrzymać dłużej niż jeden sezon. Aida też ma szansę na drugi sezon, chociaż pewności nie ma. Telewizja misyjna czasem swoiście rozumie misję i to, co jest ciekawe i interesujące wycina. Rancza - w pewnym momencie miał być ostatni sezon a potem był następny całkiem udany i teraz pewnie kolejny - wcale nie gorszy.
Seriale, seriale i tylko dobrze, że mam zawsze sporo prasowania, co pozwala na łączenie żelazka z telewizorem. Jednak wiele osób po bożemu zasiada co tydzień przed telewizorem i ogląda seriale w czasie ich telewizyjnych emisji. Można i tak ale ja nie lubię być niewolnikiem telewizora wolę samemu decydować co kiedy i jak.
W tydzień przeczytałam trylogię Larssona a teraz mam ochotę na siedem tomów Lackberg - staram się jednak odciągnąć moment czytania, bo wiem, że gdy zacznę czytać pierwszy tom wszystko inne zejdzie na dalszy plan aż nie zamknę tomu siódmego. W przyszłym tygodniu chyba jednak zacznę ....
Seriale, seriale i tylko dobrze, że mam zawsze sporo prasowania, co pozwala na łączenie żelazka z telewizorem. Jednak wiele osób po bożemu zasiada co tydzień przed telewizorem i ogląda seriale w czasie ich telewizyjnych emisji. Można i tak ale ja nie lubię być niewolnikiem telewizora wolę samemu decydować co kiedy i jak.
W tydzień przeczytałam trylogię Larssona a teraz mam ochotę na siedem tomów Lackberg - staram się jednak odciągnąć moment czytania, bo wiem, że gdy zacznę czytać pierwszy tom wszystko inne zejdzie na dalszy plan aż nie zamknę tomu siódmego. W przyszłym tygodniu chyba jednak zacznę ....
Widziałam Ki
Są osoby, które twierdzą, że jak kobieta siedzi w domu z dzieckiem to ma mnóstwo czasu. Pewnie wiele zależy od gatunku dziecka - moje jest wyjątkowo spokojne i nie absorbuje całego mojego czasu. Co nie znaczy, że nie mam co robić ale nauczyłam się robić przynajmniej dwie rzeczy jednocześnie. Mogę pracować na kompie i jednocześnie oglądać - teraz Ojca Mateusza na przykład. Chciałam jednak napisać o Ki. Z plakatu krzyczy hasło - nie polubisz jej. Ki czyli Kinga ma dwadzieścia kilka lat. Ma dwuletniego syna Pio, czyli Piotra. Dziecko jest dzieckiem przypadku i chwilowo mieszka jeszcze z ojcem Pio, który jest równie nieodpowiedzialny jak jego narzeczona. Pracuje jako kelner ale jak z łaski, bo to niby poniżej jego kwalifikacji. Jakie ma wykształcenie Ki nie wiadomo- nie ma stałej pracy, pozuje do portretów - trochę artystka ale bez pieniędzy. Korzysta bardzo chętnie z pomocy społecznej. Jest niezorganizowana i prowadzi nieuregulowany tryb życia. Matkę traktuje również jako źródło pieniędzy. Chętnie chodzi na imprezy i tylko ma problem z dzieckiem - z kim go zostawić, komu go podrzucić.
Czy jej nie polubiłam - nie. Może nie każdy z taką Ki musi się przyjaźnić ale Ki na swój sposób należy współczuć. Wychowywała się bez ojca, chociaż to żadne wytłumaczenie. Urodziła dziecko a przecież mogła usunąć ciążę. Z drugiej strony żal dziecka, bo brak mu stabilizacji. Na koniec zostaje sama ze swoimi problemami i dzieckiem. Narzeczony niby chce by byli razem ale kiedy Ki się wyprowadza i domaga się alimentów, narzeczony przestaje być miły.
Ten film powinni obejrzeć posłowie, którzy tak gorąco optują za zaostrzeniem ustawy aborcyjnej. Jeśli w tej materii nie ma porozumienia to przynajmniej może warto by wprowadzić refundację pigułek antykoncepcyjnych. Zaraz ktoś powie, że to zbyt kosztowne dla budżetu państwa. Jeśli jednak policzy się ile kosztuje potem pomoc społeczna dla nieudolnych matek i dzieci, które niczemu nie są winne - wówczas okaże się koszt pigułek jest mniejszy. Ruchu Palikota działaj !
Czy jej nie polubiłam - nie. Może nie każdy z taką Ki musi się przyjaźnić ale Ki na swój sposób należy współczuć. Wychowywała się bez ojca, chociaż to żadne wytłumaczenie. Urodziła dziecko a przecież mogła usunąć ciążę. Z drugiej strony żal dziecka, bo brak mu stabilizacji. Na koniec zostaje sama ze swoimi problemami i dzieckiem. Narzeczony niby chce by byli razem ale kiedy Ki się wyprowadza i domaga się alimentów, narzeczony przestaje być miły.
Ten film powinni obejrzeć posłowie, którzy tak gorąco optują za zaostrzeniem ustawy aborcyjnej. Jeśli w tej materii nie ma porozumienia to przynajmniej może warto by wprowadzić refundację pigułek antykoncepcyjnych. Zaraz ktoś powie, że to zbyt kosztowne dla budżetu państwa. Jeśli jednak policzy się ile kosztuje potem pomoc społeczna dla nieudolnych matek i dzieci, które niczemu nie są winne - wówczas okaże się koszt pigułek jest mniejszy. Ruchu Palikota działaj !
Etykiety:
aborcja,
ki,
refundacja pigułek antykoncepcyjnych,
roma gasiorowska
5 mar 2012
Kolejny poniedziałek
Zacznijmy ten tydzień od dobrych wieści - z samego rana byliśmy z maluszkiem u lekarza. Powiem to kolejny raz ale uwielbiam mieć prywatny abonament. Z państwowej służby zdrowia korzystamy ale tylko w przypadku szczepień, bo te lepsze i tak w obu przychodniach są płatne. Poza tym obie przychodnie różnią się wszystkim - pan doktor z państwowej kazał małemu dawać witaminę d, mimo że jest karmiony butelką i koniecznie chciał nas przekonać do szczepień na rota wirusy. My tymczasem byliśmy przekonani, że pan doktor ma z tego przekonywania jakiś procent. Pani doktor z prywatnej przychodni poświęciła nam dziś pół godziny, mimo że formalnie wizyta powinna trwać minut dziesięć, bo liczy się dobro pacjenta, który musi być dobrze przebadany. Bez problemu dostaliśmy też pięć skierowań do lekarzy specjalistów. W państwowej placówce też byśmy dostali ale na wizyty czekalibyśmy miesiącami. System bezpłatnej opieki jest chory, bo na bezpłatną opiekę czeka się miesiącami a wielu przypadkach na darmową opiekę nie ma co liczyć. Abonament za trzy osoby to miesięcznie 200 zł, wiec w przypadku małego dziecka zawsze się zwraca - nawet jeśli my dorośli z tego pakietu korzystamy mało. Taki wydatek jestem w stanie ponieść - dużo bardziej denerwuje mnie, że co miesiąc z mojej pensji jest potrącane ponad dwa razy tyle a ja nic z tego nie mam - gdzie giną te pieniądze, kto je wykorzystuje ??
Ostatnio byłam w pracy - po niemal dwóch miesiącach. Poprzednia wizyta była umiarkowanie przyjemna z powodu umiejętności zachowania i wychowania pewnych współpracowników. Tym razem byłam już na różne chamskie zagrywki przygotowana. Ludzie zawsze innym czegoś zazdroszczą - najczęściej pieniędzy a w drugiej kolejności pozycji. I u mnie w pracy nie jest inaczej. Stosunku do drugiego człowieka nie da się ukryć a ja się z tego bardzo cieszę, bo lepszy ewidentny wróg niż fałszywy przyjaciel. Większość witała mnie z uśmiechem, bo jednak większość umie się zachować. Ci, którzy są letni niech letnimi pozostaną. Zdrowa reakcja to obojętność a nie zazdrość - bo pieniędzy nie dostaje się za nic ale za pracę. Wreszcie znaleźli się i tacy, którzy z wrodzoną chrześcijańską pokora i miłością ziali nienawiścią. Obawiam się, ze tak jest wszędzie i to mnie już nie boli ale mimo wszystko wciąż mnie to dziwi. Bo praca dla mnie to miejsce na pracę a nie na toczenie wojenek i podjazdów. W pracy nie ma miejsce na przyjaźnie, bo w pracy należy współpracować ze wszystkimi - niezależnie czy ktoś jest w naszym typie czy nie. Najzabawniejsze jest jednak to, że ludzie obrażają się najbardziej, gdy nie chcemy czegoś zrobić za nich. Co pozostaje - robić swoje i nie dawać się. Pocieszające jest jednak to, że w moim otoczeniu jest kilka normalnych osób, które umieją się zachowywać jak należy i nie strzelać fochów.
Ostatnio byłam w pracy - po niemal dwóch miesiącach. Poprzednia wizyta była umiarkowanie przyjemna z powodu umiejętności zachowania i wychowania pewnych współpracowników. Tym razem byłam już na różne chamskie zagrywki przygotowana. Ludzie zawsze innym czegoś zazdroszczą - najczęściej pieniędzy a w drugiej kolejności pozycji. I u mnie w pracy nie jest inaczej. Stosunku do drugiego człowieka nie da się ukryć a ja się z tego bardzo cieszę, bo lepszy ewidentny wróg niż fałszywy przyjaciel. Większość witała mnie z uśmiechem, bo jednak większość umie się zachować. Ci, którzy są letni niech letnimi pozostaną. Zdrowa reakcja to obojętność a nie zazdrość - bo pieniędzy nie dostaje się za nic ale za pracę. Wreszcie znaleźli się i tacy, którzy z wrodzoną chrześcijańską pokora i miłością ziali nienawiścią. Obawiam się, ze tak jest wszędzie i to mnie już nie boli ale mimo wszystko wciąż mnie to dziwi. Bo praca dla mnie to miejsce na pracę a nie na toczenie wojenek i podjazdów. W pracy nie ma miejsce na przyjaźnie, bo w pracy należy współpracować ze wszystkimi - niezależnie czy ktoś jest w naszym typie czy nie. Najzabawniejsze jest jednak to, że ludzie obrażają się najbardziej, gdy nie chcemy czegoś zrobić za nich. Co pozostaje - robić swoje i nie dawać się. Pocieszające jest jednak to, że w moim otoczeniu jest kilka normalnych osób, które umieją się zachowywać jak należy i nie strzelać fochów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)