To co w zyciu wazne - mozna powiedziec, ze cytat z piosenki Krzysztofa Krawczyka. W zyciu jest kilka waznych rzeczy i spraw ale rodzina i przyjaciele sa najwazniejsi. Czasem przychodza zwykle piatki, kiedy niespiesznie mozna isc z Mlodym na poczte, przejechac sie autobusem i potem na zakupy. A wracajac isc do domu gdzine, bo Mlody idzie na piechote, podziwia okolicznosci przyrody i karmi golebie. Dzieci ucza nas braku pospiechu a wlasciwie zmuszaja by zwolnic. Taki piatek, kiedy mozna byc z malym czlowieczkiem, kiedy mozna ugotowac w spokoju obiad, posprzatac czy poprasowac jest niezwykle potrzebny, zeby sobie przypomniec, ze to jes w zyciu wazne. Pewnie, gdyby czlowiek musial z musu a nie z checi spedzac tak kazdy dzien to nie bylby szczesliwy ale takie piatki z wyboru sa nam potrzebne.
Generalnie ten tydzien byl mi bardzo potrzebny - moze nie mialam dla samej siebie tak duzo czasu jakbym chciala ale mialam go dla innych. Mialam czas by posprztac dom troche bardziej niz zwykle, mialam czas poprasowac i cieszyc, sie ze gdy jutro przyjdzie Tesciowa to nie bedzie nic do prasowania, ze bedzie mogla usiasc i odpoczac, poczytac. Ja przez kolejne dni znow pewnie bede wciagnieta w wir pracy biurowej ale przynajmniej bez wyrzutow sumienia, ze nie ma nie w domu.
29 gru 2013
27 gru 2013
I juz po
Ludzie generalnie ze swiat robia wielkie halo. Ludzie generalnie z wszystkiego robia wielkie halo - to czego nie lubie w zyciu to zbytnia ekscytacja i zachwycanie sie ponad miare. Cos jest fajne to super ale zeby sie nad tym rozwodzic godzinami - najpierw wielka ekscytacja a potem rozpacz jak Row Marianski - zdecydowanie nie lubie. Przed swietami ludzie wiec biegaja jakby dopadla ich choroba szalonych krow a potem wpadaja nosem w barszcz - ze zmeczenia a i czesto z niezadowolenia, ze rodzina nie docenia wysilkow a jeszcze krytykuje.
Staram sie byc jak najdalej od tego - owszem cos upieklam, cos zrobilam ale to dlatego ze bylo tyle dni wolnego i trzeba miec co jesc. Umylam okna od wewnatrz - kiedys umylam w grudniu i od zewnatrz. Tylko raz, bo skonczylo sie angina - od tego czasu wiem, ze nie warto. Umylam, bo od sierpnia mogly sie ubrudzic ale jakos i tak umiarkowanie. Firnaki wypralam i wyprsowalam bo byly zakurzone. I tak bym pewnie to zrobila - swieta dla wielu sa po to, zeby sie zmobilizowac do sprzatania. Kiedys jak nie bylo netu i tv a ksiazki byly drogie to takie przygotowania do swiat skutecznie leczyly z depresji zimowej. U mnie jakiego smega wielkiego sprztania nie bylo - tylko jeden pelny dzien. Po pierwsze dopiero w niedziele bylam wolna od pracy a po drugie systematycznie sprzatanie chroni przed balaganem. Na wiosne a wlasciwie w polowie kwiaetnia znow tak bede sprzatac - po to by w sierpniu jak co roku poswicic kilka dni na przejrzenie polek i porzadki w ubraniach. Sterylnie u nas nie jest, bo to dom ale perfekcyjnej pani domu wzywac nie ma potrzeby.
A dzis wycgiagnelam odkurzac i deske do prasowania - male odkurzanie nie zaszkodzi a pranie przez swieta poschlo i domaga sie żelazka. Spacer do rosmana, na poczte i do szewca - pralnia chemiczna i zakald krawiecki musza jeszcze poczekac. Dzis przyszla pierwsza paczka z szeregu kilku zamowionych juz w sumie po swietach. Zawartosc ok a do tego liczne bonusy - milo, milo ... W perspektywie ciagle jeszcze trzy dni wolnego kiedy powinien znalezc sie czas na obowiazki (dzis), kino (jutro) i lekture ( niiedziala).
Staram sie byc jak najdalej od tego - owszem cos upieklam, cos zrobilam ale to dlatego ze bylo tyle dni wolnego i trzeba miec co jesc. Umylam okna od wewnatrz - kiedys umylam w grudniu i od zewnatrz. Tylko raz, bo skonczylo sie angina - od tego czasu wiem, ze nie warto. Umylam, bo od sierpnia mogly sie ubrudzic ale jakos i tak umiarkowanie. Firnaki wypralam i wyprsowalam bo byly zakurzone. I tak bym pewnie to zrobila - swieta dla wielu sa po to, zeby sie zmobilizowac do sprzatania. Kiedys jak nie bylo netu i tv a ksiazki byly drogie to takie przygotowania do swiat skutecznie leczyly z depresji zimowej. U mnie jakiego smega wielkiego sprztania nie bylo - tylko jeden pelny dzien. Po pierwsze dopiero w niedziele bylam wolna od pracy a po drugie systematycznie sprzatanie chroni przed balaganem. Na wiosne a wlasciwie w polowie kwiaetnia znow tak bede sprzatac - po to by w sierpniu jak co roku poswicic kilka dni na przejrzenie polek i porzadki w ubraniach. Sterylnie u nas nie jest, bo to dom ale perfekcyjnej pani domu wzywac nie ma potrzeby.
A dzis wycgiagnelam odkurzac i deske do prasowania - male odkurzanie nie zaszkodzi a pranie przez swieta poschlo i domaga sie żelazka. Spacer do rosmana, na poczte i do szewca - pralnia chemiczna i zakald krawiecki musza jeszcze poczekac. Dzis przyszla pierwsza paczka z szeregu kilku zamowionych juz w sumie po swietach. Zawartosc ok a do tego liczne bonusy - milo, milo ... W perspektywie ciagle jeszcze trzy dni wolnego kiedy powinien znalezc sie czas na obowiazki (dzis), kino (jutro) i lekture ( niiedziala).
25 gru 2013
Trochę wolniej
Duzy ostatnio powiedzial, ze ja nie umiem odpoczywac. Umiem, umiem ale zawsze gdzies z tylu glowy mam, ze najpierw obowiazki a potem przyjemnosci. Tylko tych obowiazkow zawsze jest tak bardzo duzo, ze na przyjemnosci zawsze jest za malo czasu. Wczoraj tesc zyczyl mi, zebym troche zwolnila obroty, bo inaczej nie dam rady. Chcialabym i staram sie ale to tez nie do konca zalezy ode mnie. Niby zalezy bo przeciez rzucenie pracy to samodzielna decyzja ale takich krokow nie mam zamiaru podejmowac. W pracy zawsze bedzie co robic a czasem nawet wiecej ale juz niedlugo powinien przyjsc czas, kiedy zrobi sie troche normalniej.
W perspektywie wyjazdy i wtedy bedzie odpoczynek. A dzis i jutro jest troche wolniej - siedze przez kompem i nie pracuje. Odwiedzialam kilka stron i kupilam sobie to i owo - w koncu kto nam sprawi wieksza przyjemnosc niz my sami. Przyjemnosc bedzie sie rozkladala w czasie tak jak bede przychodzily paczki a i paczkowy bedzie szczesliwy, bo kazda doreczona do mnie paczka to dla niego pieniadze.
Odchodze juz od komputera - Maly i Duzy wciaz spia - w koncu mamy wolne i to jedyna okazja zeby sie wyspac. Ja tez sie ostatnio wysypiam a kiedy sie wysypiam i nie jestem zmaczona to mam sny - taki przejaw braku zmeczenia. A teraz odchodze od kompa i jest czas na przyjemnosci - ksiazka chociazby ... Troche wolniej i spokojniej niz zwykle. W koncu pranie na suszarce i prasowanie spokojnie moze poczekac do piatku.
W perspektywie wyjazdy i wtedy bedzie odpoczynek. A dzis i jutro jest troche wolniej - siedze przez kompem i nie pracuje. Odwiedzialam kilka stron i kupilam sobie to i owo - w koncu kto nam sprawi wieksza przyjemnosc niz my sami. Przyjemnosc bedzie sie rozkladala w czasie tak jak bede przychodzily paczki a i paczkowy bedzie szczesliwy, bo kazda doreczona do mnie paczka to dla niego pieniadze.
Odchodze juz od komputera - Maly i Duzy wciaz spia - w koncu mamy wolne i to jedyna okazja zeby sie wyspac. Ja tez sie ostatnio wysypiam a kiedy sie wysypiam i nie jestem zmaczona to mam sny - taki przejaw braku zmeczenia. A teraz odchodze od kompa i jest czas na przyjemnosci - ksiazka chociazby ... Troche wolniej i spokojniej niz zwykle. W koncu pranie na suszarce i prasowanie spokojnie moze poczekac do piatku.
22 gru 2013
Atomówka
Na poczatku grudnia zrobilo sie jakby troche spokojniej - dalej bylo co robic ale jakos bez lawinowego przyrostu rzeczy na juz. Udalo mi sie pare razy wyjsc z pracy o szostej i nawet pare razy bylam w kinie, cos udalo mi sie przeczytac i zwyczajnie pobyc z rodzina. Mowilam wtedy do Lisa, ze mam szanse do konca roku byc na biezaco. Lis stwierdzil, ze oni nie, bo za duzo extra rzeczy sie pojawia. I Lis mial racje, bo granat w szambie wybuchl w zeszly piatek a poniedzialek - cytujac Lisa to juz byla atomowka..
W pracy w duzej mierze jestem niezalezna i bardzo to sobie cenie. Decydyje o tempie i kolejnosci wykonywania pracy. W duzej mierze ale jednak nie do konca i kiedy w piatek okazalo sie, ze cos co zrobilam dwa lata temu i nikt do tego nie zajrzal a teraz sa pretensje ze to nie tak to zwyczajnie bylam wsciekla. Malo jest rzeczy, ktore nienawidzę ale pracy w pospiechu i na ostatnia chwile nienawidze szczegolnie. Nienawidze rowniez gdy od poczatku nie wiadomo co dokladnie nalezy zrobil a w trakcie pracy zupelnie z powietrza pojawiaja sie kolejne rzeczy nie wiadomo czy nie bedzie kolejnych. W takim wlasnie trybie pracowalam przez ostatni tydzien - wlacznie z wczorajsza sobota.
Nawet nie chce mi sie opisywac w jakim tempie pracowalam. I to pewnie nie koniec, bo po Swietach bedzie czesc dalsza. Wystarczylo by gdyby dyrekcja zajrzala do tego wczesniej ale po co - przeciez nigdy nie bylo na to czasu a moze byla tez wiara, ze nikt tego sprawdzac nie bedzie. Najdziwniejsze ale moze tylko dla mnie jest to, ze jede audyt ruszyl lawine innych rzeczy. Nagle musielismy podpisywac tysiac pism a pierwszy raz od dwoch lat widzialam swoj zakres obowiazkow. Oczywiscie musialam w nim naniesc poprawki, bo niewiele zgadzalo sie z rzeczywistoscia. Chyba jestem dziwna, bo pracuje systematycznie, bo najpierw pytam co trzeba zrobic, robie i na koncu dostaje pieniadze. Jak widac wielu tylko markuje i wykonuje prace wtedy, gdy ktos z zewnatrz ma ja sprawdzic.
Wczoraj kiedy jechalam do pracy widzialam ludzi kupujacych choinki i bylo mi smutno. Ja choinki nie kupuje, bo Mlodego zbyt by kusily bombki ale zazdroscilam, ze sa ludzie ktorzy moga juz myslec tylko o swietach, ze moga byc ze soba. Frisco przywiezie mi zakupy wiec przynajmniej ten aspekt odpada. Dzis biore sie za wielkie sprzatanie i pewnie jutro tez. Bedzie na ile byc moze - nic na to nie poradze. Moze we wtorkowy wieczor uda nam sie w spokoju usiasc za stolem i przez chwile nie myslec o tym co nasz czeka.
Kiedy wczoraj wieczorem wychodzilam z pracy to przyszly poniedzialek wydawal mi sie tak odlegly - zwyczajnie nie miescilo mi sie w glowie, ze tyle czasu uda mi sie byc z dala od pracy. Za tydzien znow moze byc wesolo i tak sobie teraz naiwnie mysle, ze moze do konca stycznia uda sie byc w miare na biezaco. I tak na koniec mimo wszystko zycze nam wszystkim powodzenia - z czysto egoistycznych pobudek - bo nawet jesli w wielu przypadkach wszystko dla kontroli bedzie ok a cos drobnego nie bedzie to wypunktuja te malo rzecz a rykoszetem oberwiemy wszyscy.
A teraz - oby ten tydzien ciagnal sie jak flaki z olejem, by plynal leniwie i nikt nam nie kradl czasu dla rodziny.
W pracy w duzej mierze jestem niezalezna i bardzo to sobie cenie. Decydyje o tempie i kolejnosci wykonywania pracy. W duzej mierze ale jednak nie do konca i kiedy w piatek okazalo sie, ze cos co zrobilam dwa lata temu i nikt do tego nie zajrzal a teraz sa pretensje ze to nie tak to zwyczajnie bylam wsciekla. Malo jest rzeczy, ktore nienawidzę ale pracy w pospiechu i na ostatnia chwile nienawidze szczegolnie. Nienawidze rowniez gdy od poczatku nie wiadomo co dokladnie nalezy zrobil a w trakcie pracy zupelnie z powietrza pojawiaja sie kolejne rzeczy nie wiadomo czy nie bedzie kolejnych. W takim wlasnie trybie pracowalam przez ostatni tydzien - wlacznie z wczorajsza sobota.
Nawet nie chce mi sie opisywac w jakim tempie pracowalam. I to pewnie nie koniec, bo po Swietach bedzie czesc dalsza. Wystarczylo by gdyby dyrekcja zajrzala do tego wczesniej ale po co - przeciez nigdy nie bylo na to czasu a moze byla tez wiara, ze nikt tego sprawdzac nie bedzie. Najdziwniejsze ale moze tylko dla mnie jest to, ze jede audyt ruszyl lawine innych rzeczy. Nagle musielismy podpisywac tysiac pism a pierwszy raz od dwoch lat widzialam swoj zakres obowiazkow. Oczywiscie musialam w nim naniesc poprawki, bo niewiele zgadzalo sie z rzeczywistoscia. Chyba jestem dziwna, bo pracuje systematycznie, bo najpierw pytam co trzeba zrobic, robie i na koncu dostaje pieniadze. Jak widac wielu tylko markuje i wykonuje prace wtedy, gdy ktos z zewnatrz ma ja sprawdzic.
Wczoraj kiedy jechalam do pracy widzialam ludzi kupujacych choinki i bylo mi smutno. Ja choinki nie kupuje, bo Mlodego zbyt by kusily bombki ale zazdroscilam, ze sa ludzie ktorzy moga juz myslec tylko o swietach, ze moga byc ze soba. Frisco przywiezie mi zakupy wiec przynajmniej ten aspekt odpada. Dzis biore sie za wielkie sprzatanie i pewnie jutro tez. Bedzie na ile byc moze - nic na to nie poradze. Moze we wtorkowy wieczor uda nam sie w spokoju usiasc za stolem i przez chwile nie myslec o tym co nasz czeka.
Kiedy wczoraj wieczorem wychodzilam z pracy to przyszly poniedzialek wydawal mi sie tak odlegly - zwyczajnie nie miescilo mi sie w glowie, ze tyle czasu uda mi sie byc z dala od pracy. Za tydzien znow moze byc wesolo i tak sobie teraz naiwnie mysle, ze moze do konca stycznia uda sie byc w miare na biezaco. I tak na koniec mimo wszystko zycze nam wszystkim powodzenia - z czysto egoistycznych pobudek - bo nawet jesli w wielu przypadkach wszystko dla kontroli bedzie ok a cos drobnego nie bedzie to wypunktuja te malo rzecz a rykoszetem oberwiemy wszyscy.
A teraz - oby ten tydzien ciagnal sie jak flaki z olejem, by plynal leniwie i nikt nam nie kradl czasu dla rodziny.
15 gru 2013
Równowaga
Doba ma tylko 24 godziny - ani chwili wiecej ani chwili mniej. W tej dobie musi sie zmiescic sen, bo inaczej dwa pozosttale elementy czyli praca i dom nie zaistnieja albo zupelnie nie bedziemy wiedzieli, ze zainstnialy. Dom zawsze wymaga mniej wiecej tyle samo uwagi - mowiac dom mam tez na mysli wyjscia do kina, czytanie ksiazek, ogladanie seriali i wszelkie inne przyjemnosci. Juz dawno zrezygnowal z zakupow w hipermarkecie - szkoda mi czasu, nie lubie wypakowywac a potem pakowac zakupow. No i przede wszystkim nie jestem w stanie zniesc chmary ludzi wokol mnie - krzycza i sie przepychaja. Zakupy z dostawa do domu to idelana opcja - szczegolnie jesli jestes w pracy przez wiele godzin i moglabys robic zakupy w sklepie nocnym.
Jak powiedzialam dom przez caly czas wymaga mniej wiecej tyle samo zaangazowania ale z praca juz tak nie jest. Fakt przez caly sierpien mialam urlop - przez tydzien zalatwialam sprawy urzedowe, przez tydzien sprzatalam, tydzien odpoczywalismy na Kefalonii a ostatni tydzien mialam czas by spotykac sie z bliskimi mi osobami. Taki czas byl mi niezbedny by od wrzesnia znow ciezko pracowac. Minely niemal cztery miesiace w czasie ktorych rzadko kiedy pracowalam osiem godzin, bo zawsze cos jeszcze. Na czternascie sobot i niedziel przynajmniej cztery jesli nie wiecej spedzilam w pracy. Nikt mnie nie zmuszal ale poczucie obowiazku, ze jest tyle pracy zawsze zwyciezalo. Dopiero w listopadzie zrobilo sie nromalniej - normalniej na tyle, by sobie przypomniec co to jest kino a zadrukowany papier to ksiazka.
Teraz jest rownowaga - dalej mam co robic, siedze i pisze sprawozdania wszelkiej masci ale przynajmniej nowej pracy przybywa na tyle umiarkowanie, ze powoli wychodze na prosta. Po drodze musialam ogarnac nowy budynek, ktory potrzebowal kogos kto nad nim zapanuje i chyba sie udalo. Maszyna zostala wprawiona w ruch i jedzie dobrym torem. Ktos straszyl mna ochrone tego budynku, ze jestem taka nieprzyjemna a kiedy po miesiacu spytal ponownie ochrona zaprzeczyal mowiac, ze wrecz przeciwnie - mila i wymaga tego za co ochronie sie placi. Nie wiem kto mi tak dupe obrabial ale wielu by sie takich znalazlo. Juz dawno przestalam sie przejmowac, ze nie wszyscy mnie lubia. Tacy sa ludzie - prosty ochroniarz rozumie co ma robic i to robi - ludzie z wyzszym wyksztalceniem czesto wiele energii wkladaja w to by sie wymigac od roboty. Ja tymczasem jestem konsekwentna - jesli ktos nie robi czegos po trzech przypomnieniach to przypomne i czwarty. Za to faktycznie mozna mnie nie lubic. Wymagam od innych ale zeby to robic w pierwszej kolejnosci wymagam od siebie ....
Jak powiedzialam dom przez caly czas wymaga mniej wiecej tyle samo zaangazowania ale z praca juz tak nie jest. Fakt przez caly sierpien mialam urlop - przez tydzien zalatwialam sprawy urzedowe, przez tydzien sprzatalam, tydzien odpoczywalismy na Kefalonii a ostatni tydzien mialam czas by spotykac sie z bliskimi mi osobami. Taki czas byl mi niezbedny by od wrzesnia znow ciezko pracowac. Minely niemal cztery miesiace w czasie ktorych rzadko kiedy pracowalam osiem godzin, bo zawsze cos jeszcze. Na czternascie sobot i niedziel przynajmniej cztery jesli nie wiecej spedzilam w pracy. Nikt mnie nie zmuszal ale poczucie obowiazku, ze jest tyle pracy zawsze zwyciezalo. Dopiero w listopadzie zrobilo sie nromalniej - normalniej na tyle, by sobie przypomniec co to jest kino a zadrukowany papier to ksiazka.
Teraz jest rownowaga - dalej mam co robic, siedze i pisze sprawozdania wszelkiej masci ale przynajmniej nowej pracy przybywa na tyle umiarkowanie, ze powoli wychodze na prosta. Po drodze musialam ogarnac nowy budynek, ktory potrzebowal kogos kto nad nim zapanuje i chyba sie udalo. Maszyna zostala wprawiona w ruch i jedzie dobrym torem. Ktos straszyl mna ochrone tego budynku, ze jestem taka nieprzyjemna a kiedy po miesiacu spytal ponownie ochrona zaprzeczyal mowiac, ze wrecz przeciwnie - mila i wymaga tego za co ochronie sie placi. Nie wiem kto mi tak dupe obrabial ale wielu by sie takich znalazlo. Juz dawno przestalam sie przejmowac, ze nie wszyscy mnie lubia. Tacy sa ludzie - prosty ochroniarz rozumie co ma robic i to robi - ludzie z wyzszym wyksztalceniem czesto wiele energii wkladaja w to by sie wymigac od roboty. Ja tymczasem jestem konsekwentna - jesli ktos nie robi czegos po trzech przypomnieniach to przypomne i czwarty. Za to faktycznie mozna mnie nie lubic. Wymagam od innych ale zeby to robic w pierwszej kolejnosci wymagam od siebie ....
14 gru 2013
...
W zeszlym roku o tej porze bylo zle, bardzo zle. Tak zle, ze plakalam Lisowi w kolnierz i kiedy konczyl sie dzien pracy i bylam gotowa komus doplacic, byle tylko w tej pracy zostac na dluzej - w sumie to moze i wcale do domu nie wracac. Ulozenie sobie relacji z rodzina nigdy nie jest proste. Zdecydowanie prosciej jest z mezem, bo go sobie wybierasz i albo ci ta relacja odpowiada albo nie. Albo cos zmieniasz w relacji albo relacje konczysz - proste. Z rodzina - matka, ojcem czy dziadkami tak prosto juz nie jest. Tu niczego nie mogles wybrac - urodziles sie i zyjesz w tej rodzinie. Jako dziecko musisz sie dostosowac, potem dorastasz masz wlasne pieniadze i kontrola jest mniejsza. Ale slyszysz - moj dom i moje reguly. W koncu zakladasz wlasny dom i sam ustalasz reguly.
Przeczytalam gdzies, ze najtrudniej jest ulozyc relacje miedzy matka i corka i niestety musze przyznac racje. Moze ide na latwizne ale gdybym miala wybor nigdy nie chcialabym miec corki - moze i czlowiek uczy sie na bledach ale zwyczajnie boje sie, ze nie bylabym dobra matka. Gdy masz wlasny dom z wlasnymi zasadami jest super ale moze sie zdarzyć tak, ze masz dziecko i matka chce ci pomoc przy jego wychowaniu. To super myslisz na poczatku i wiesz, ze matka chce dla ciebie najlepiej. Ale po jakims czasie juz nie jest tak dobrze. Bo wychowujac dziecko chce takze wychowac corke i ziecia. Ziec jest odporny i sie nie daje i matke doprowadza to do szalu. Wie, ze z zieciem nic nie zdziala i buduje siebie wlasny swiat, w ktorym corka jest nieszczesliwa i stlamszona przez ziecia. Kiedy w naszym domu pojawiala sie moja matka ja automatycznie sie usztywnialam i zastanawialam co sie tak takiego wydarzy co sie nie spodoba mojej matce. A zawsze cos takiego mozna bylo znalezc - bo przeciez albo serek sie przeterminowal i marnujemy pieniadze na jedzenie albo jesli zanim przyjechala ja przejrzalam wszystko w lodowce i wszystko bylo ok to zawsze mozna bylo powiedziec, ze produktom konczy sie data waznosci. W pewnym momencie ja tez postanowilam sie nie przejmowac, bo weidzialam ze co zrobie to i tak bedzie mozna to obrocic przeciwko mnie.
Nie wierze w zla wole - w glebi ducha chciala jak najlepiej ale absolutnie nie umiala zrozumiec, ze to nie jest jej dom, ze ma prawo wyrazic swoje zdanie ale nie ma prawa żądać by nie jej dom zmienil sie wg jej regul. Takie relacje nie biora sie z dnia na dzien ale narastaja latami. Gdy ludzie zamiast ze soba rozmawiac tylko do siebie mowia. Ja w pewnym momencie juz tylko mowilam ale zupelnie swiadomie. Nie mozna byc przyjaciolka wlasnej corki a juz szczegolnie przyjazn nie moze polegac na wyciaganiu sekretow, by potem uderzyc nimi w czlowieka w najmniej spodziewanym momencie. Nie mozna wychowywac dziecka dla siebie i trzymac go kurczowo dla siebie. Pamietam jak w matce walczyly dwie postawy - zawsze chciala zebym byla szczesliwa ale szczesliwa na jej zasadach. Kiedy sie wyprowadzalam bardzo to przezywala - ok bo wczensiej odeszla babcia a potem dziadek i zostala sama. Pewnie miala poczucie winy, bo widziala ich malzenstwo, ktore do szczesliwych nie nalezalo a jednak nic nie zrobila byc im pomoc, cos polepszyc. Powtorze - dziecko nie jest dla nas, wychowujemy go na dobrego czlowieka by byl dobry dla innych, dla swiata. Nie mozna dziecka trzymac kurczowo przy sobie i rozpaczac, gdy ono zaczyna nowy etap w zyciu.
Z perspektywy tego roku rozne rzeczy widze inaczej. Zaluje, wielu rzeczy zaluje. Sama jestem matka i moze tylko plote bzdury, moze gdy Mlody dorosnie tez tak go bede wiezic i nie dam mu przeciac pepowiny? Mam jednak nadzieje, ze swiadomosc bledow, ktore popelniono na mnie mnie sama od tych bledow ustrzeże. Uslyszalam ze jestem zla matka, moj dom jest beznadziejny a ostateczny argument to szukanie adwokata zeby nic nie trafilo w moje rece. Gdy brak argumentow zawsze pojawiaja sie pieniadze - smutne. Czy adwokat byl straszakiem czy moze faktycznie juz kogos szukala - nigdy sie nie dowiem, bo los zdecydowal inaczej. Czy jestem zla matka - nie sadze ale i po tym roku moge pwoiedziec, ze moja matka do konca nie byla dobra matka i to tez nie do konca byla jej wina. Nieprzecieta pepowina w koncu zawsze owinie sie nam wokol szyi i zacznie nas dusic. Nie ma latwych pytan ani latwych odpowiedzi.
Przeczytalam gdzies, ze najtrudniej jest ulozyc relacje miedzy matka i corka i niestety musze przyznac racje. Moze ide na latwizne ale gdybym miala wybor nigdy nie chcialabym miec corki - moze i czlowiek uczy sie na bledach ale zwyczajnie boje sie, ze nie bylabym dobra matka. Gdy masz wlasny dom z wlasnymi zasadami jest super ale moze sie zdarzyć tak, ze masz dziecko i matka chce ci pomoc przy jego wychowaniu. To super myslisz na poczatku i wiesz, ze matka chce dla ciebie najlepiej. Ale po jakims czasie juz nie jest tak dobrze. Bo wychowujac dziecko chce takze wychowac corke i ziecia. Ziec jest odporny i sie nie daje i matke doprowadza to do szalu. Wie, ze z zieciem nic nie zdziala i buduje siebie wlasny swiat, w ktorym corka jest nieszczesliwa i stlamszona przez ziecia. Kiedy w naszym domu pojawiala sie moja matka ja automatycznie sie usztywnialam i zastanawialam co sie tak takiego wydarzy co sie nie spodoba mojej matce. A zawsze cos takiego mozna bylo znalezc - bo przeciez albo serek sie przeterminowal i marnujemy pieniadze na jedzenie albo jesli zanim przyjechala ja przejrzalam wszystko w lodowce i wszystko bylo ok to zawsze mozna bylo powiedziec, ze produktom konczy sie data waznosci. W pewnym momencie ja tez postanowilam sie nie przejmowac, bo weidzialam ze co zrobie to i tak bedzie mozna to obrocic przeciwko mnie.
Nie wierze w zla wole - w glebi ducha chciala jak najlepiej ale absolutnie nie umiala zrozumiec, ze to nie jest jej dom, ze ma prawo wyrazic swoje zdanie ale nie ma prawa żądać by nie jej dom zmienil sie wg jej regul. Takie relacje nie biora sie z dnia na dzien ale narastaja latami. Gdy ludzie zamiast ze soba rozmawiac tylko do siebie mowia. Ja w pewnym momencie juz tylko mowilam ale zupelnie swiadomie. Nie mozna byc przyjaciolka wlasnej corki a juz szczegolnie przyjazn nie moze polegac na wyciaganiu sekretow, by potem uderzyc nimi w czlowieka w najmniej spodziewanym momencie. Nie mozna wychowywac dziecka dla siebie i trzymac go kurczowo dla siebie. Pamietam jak w matce walczyly dwie postawy - zawsze chciala zebym byla szczesliwa ale szczesliwa na jej zasadach. Kiedy sie wyprowadzalam bardzo to przezywala - ok bo wczensiej odeszla babcia a potem dziadek i zostala sama. Pewnie miala poczucie winy, bo widziala ich malzenstwo, ktore do szczesliwych nie nalezalo a jednak nic nie zrobila byc im pomoc, cos polepszyc. Powtorze - dziecko nie jest dla nas, wychowujemy go na dobrego czlowieka by byl dobry dla innych, dla swiata. Nie mozna dziecka trzymac kurczowo przy sobie i rozpaczac, gdy ono zaczyna nowy etap w zyciu.
Z perspektywy tego roku rozne rzeczy widze inaczej. Zaluje, wielu rzeczy zaluje. Sama jestem matka i moze tylko plote bzdury, moze gdy Mlody dorosnie tez tak go bede wiezic i nie dam mu przeciac pepowiny? Mam jednak nadzieje, ze swiadomosc bledow, ktore popelniono na mnie mnie sama od tych bledow ustrzeże. Uslyszalam ze jestem zla matka, moj dom jest beznadziejny a ostateczny argument to szukanie adwokata zeby nic nie trafilo w moje rece. Gdy brak argumentow zawsze pojawiaja sie pieniadze - smutne. Czy adwokat byl straszakiem czy moze faktycznie juz kogos szukala - nigdy sie nie dowiem, bo los zdecydowal inaczej. Czy jestem zla matka - nie sadze ale i po tym roku moge pwoiedziec, ze moja matka do konca nie byla dobra matka i to tez nie do konca byla jej wina. Nieprzecieta pepowina w koncu zawsze owinie sie nam wokol szyi i zacznie nas dusic. Nie ma latwych pytan ani latwych odpowiedzi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)