22 gru 2013

Atomówka

Na poczatku grudnia zrobilo sie jakby troche spokojniej - dalej bylo co robic ale jakos bez lawinowego przyrostu rzeczy na juz. Udalo mi sie pare razy wyjsc z pracy o szostej i nawet pare razy bylam w kinie, cos udalo mi sie przeczytac i zwyczajnie pobyc z rodzina. Mowilam wtedy do Lisa, ze mam szanse do konca roku byc na biezaco. Lis stwierdzil, ze oni nie, bo za duzo extra rzeczy sie pojawia. I Lis mial racje, bo granat w szambie wybuchl w zeszly piatek a poniedzialek - cytujac Lisa to juz byla atomowka..

W pracy w duzej mierze jestem niezalezna i bardzo to sobie cenie. Decydyje o tempie i kolejnosci wykonywania pracy. W duzej mierze ale jednak nie do konca i kiedy w piatek okazalo sie, ze cos co zrobilam dwa lata temu i nikt do tego nie zajrzal a teraz sa pretensje ze to nie tak to zwyczajnie bylam wsciekla. Malo jest rzeczy, ktore nienawidzę ale pracy w pospiechu i na ostatnia chwile nienawidze szczegolnie. Nienawidze rowniez gdy od poczatku nie wiadomo co dokladnie nalezy zrobil a w trakcie pracy zupelnie z powietrza pojawiaja sie kolejne rzeczy  nie wiadomo czy nie bedzie kolejnych. W takim wlasnie trybie pracowalam przez ostatni tydzien  - wlacznie z wczorajsza sobota.

Nawet nie chce mi sie opisywac w jakim tempie pracowalam. I to pewnie nie koniec, bo po Swietach bedzie czesc dalsza. Wystarczylo by gdyby dyrekcja zajrzala do tego wczesniej ale po co - przeciez nigdy nie bylo na to czasu a moze byla tez wiara, ze nikt tego sprawdzac nie bedzie. Najdziwniejsze ale moze tylko dla mnie jest to, ze jede audyt ruszyl lawine innych rzeczy. Nagle musielismy podpisywac tysiac pism a pierwszy raz od dwoch lat widzialam swoj zakres obowiazkow. Oczywiscie musialam w nim naniesc poprawki, bo niewiele zgadzalo sie z rzeczywistoscia. Chyba jestem dziwna, bo pracuje systematycznie, bo najpierw pytam co trzeba zrobic, robie i na koncu dostaje pieniadze. Jak widac wielu tylko markuje i  wykonuje prace wtedy, gdy ktos z zewnatrz ma ja sprawdzic.

Wczoraj kiedy jechalam do pracy widzialam ludzi kupujacych choinki i bylo mi smutno. Ja choinki nie kupuje, bo Mlodego zbyt by kusily bombki ale zazdroscilam, ze sa ludzie ktorzy moga juz myslec tylko o swietach, ze moga byc ze soba. Frisco przywiezie mi zakupy wiec przynajmniej ten aspekt odpada. Dzis biore sie za wielkie sprzatanie i pewnie jutro tez. Bedzie na ile byc moze - nic na to nie poradze. Moze we wtorkowy wieczor uda nam sie w spokoju usiasc za stolem i przez chwile nie myslec  o tym co nasz czeka.

Kiedy wczoraj wieczorem wychodzilam z pracy to przyszly poniedzialek wydawal mi sie tak odlegly - zwyczajnie nie miescilo mi sie w glowie, ze tyle czasu uda mi sie byc z dala od pracy. Za tydzien znow moze byc wesolo i tak sobie teraz naiwnie mysle, ze moze do konca stycznia uda sie byc w miare na biezaco. I tak na koniec mimo wszystko zycze nam wszystkim powodzenia - z czysto egoistycznych pobudek - bo nawet jesli w wielu przypadkach wszystko dla kontroli bedzie ok a cos drobnego nie bedzie to wypunktuja te malo rzecz a rykoszetem oberwiemy wszyscy.

A teraz - oby ten tydzien ciagnal sie jak flaki z olejem, by plynal leniwie i nikt nam nie kradl czasu dla rodziny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz