W zeszlym roku o tej porze bylo zle, bardzo zle. Tak zle, ze plakalam Lisowi w kolnierz i kiedy konczyl sie dzien pracy i bylam gotowa komus doplacic, byle tylko w tej pracy zostac na dluzej - w sumie to moze i wcale do domu nie wracac. Ulozenie sobie relacji z rodzina nigdy nie jest proste. Zdecydowanie prosciej jest z mezem, bo go sobie wybierasz i albo ci ta relacja odpowiada albo nie. Albo cos zmieniasz w relacji albo relacje konczysz - proste. Z rodzina - matka, ojcem czy dziadkami tak prosto juz nie jest. Tu niczego nie mogles wybrac - urodziles sie i zyjesz w tej rodzinie. Jako dziecko musisz sie dostosowac, potem dorastasz masz wlasne pieniadze i kontrola jest mniejsza. Ale slyszysz - moj dom i moje reguly. W koncu zakladasz wlasny dom i sam ustalasz reguly.
Przeczytalam gdzies, ze najtrudniej jest ulozyc relacje miedzy matka i corka i niestety musze przyznac racje. Moze ide na latwizne ale gdybym miala wybor nigdy nie chcialabym miec corki - moze i czlowiek uczy sie na bledach ale zwyczajnie boje sie, ze nie bylabym dobra matka. Gdy masz wlasny dom z wlasnymi zasadami jest super ale moze sie zdarzyć tak, ze masz dziecko i matka chce ci pomoc przy jego wychowaniu. To super myslisz na poczatku i wiesz, ze matka chce dla ciebie najlepiej. Ale po jakims czasie juz nie jest tak dobrze. Bo wychowujac dziecko chce takze wychowac corke i ziecia. Ziec jest odporny i sie nie daje i matke doprowadza to do szalu. Wie, ze z zieciem nic nie zdziala i buduje siebie wlasny swiat, w ktorym corka jest nieszczesliwa i stlamszona przez ziecia. Kiedy w naszym domu pojawiala sie moja matka ja automatycznie sie usztywnialam i zastanawialam co sie tak takiego wydarzy co sie nie spodoba mojej matce. A zawsze cos takiego mozna bylo znalezc - bo przeciez albo serek sie przeterminowal i marnujemy pieniadze na jedzenie albo jesli zanim przyjechala ja przejrzalam wszystko w lodowce i wszystko bylo ok to zawsze mozna bylo powiedziec, ze produktom konczy sie data waznosci. W pewnym momencie ja tez postanowilam sie nie przejmowac, bo weidzialam ze co zrobie to i tak bedzie mozna to obrocic przeciwko mnie.
Nie wierze w zla wole - w glebi ducha chciala jak najlepiej ale absolutnie nie umiala zrozumiec, ze to nie jest jej dom, ze ma prawo wyrazic swoje zdanie ale nie ma prawa żądać by nie jej dom zmienil sie wg jej regul. Takie relacje nie biora sie z dnia na dzien ale narastaja latami. Gdy ludzie zamiast ze soba rozmawiac tylko do siebie mowia. Ja w pewnym momencie juz tylko mowilam ale zupelnie swiadomie. Nie mozna byc przyjaciolka wlasnej corki a juz szczegolnie przyjazn nie moze polegac na wyciaganiu sekretow, by potem uderzyc nimi w czlowieka w najmniej spodziewanym momencie. Nie mozna wychowywac dziecka dla siebie i trzymac go kurczowo dla siebie. Pamietam jak w matce walczyly dwie postawy - zawsze chciala zebym byla szczesliwa ale szczesliwa na jej zasadach. Kiedy sie wyprowadzalam bardzo to przezywala - ok bo wczensiej odeszla babcia a potem dziadek i zostala sama. Pewnie miala poczucie winy, bo widziala ich malzenstwo, ktore do szczesliwych nie nalezalo a jednak nic nie zrobila byc im pomoc, cos polepszyc. Powtorze - dziecko nie jest dla nas, wychowujemy go na dobrego czlowieka by byl dobry dla innych, dla swiata. Nie mozna dziecka trzymac kurczowo przy sobie i rozpaczac, gdy ono zaczyna nowy etap w zyciu.
Z perspektywy tego roku rozne rzeczy widze inaczej. Zaluje, wielu rzeczy zaluje. Sama jestem matka i moze tylko plote bzdury, moze gdy Mlody dorosnie tez tak go bede wiezic i nie dam mu przeciac pepowiny? Mam jednak nadzieje, ze swiadomosc bledow, ktore popelniono na mnie mnie sama od tych bledow ustrzeże. Uslyszalam ze jestem zla matka, moj dom jest beznadziejny a ostateczny argument to szukanie adwokata zeby nic nie trafilo w moje rece. Gdy brak argumentow zawsze pojawiaja sie pieniadze - smutne. Czy adwokat byl straszakiem czy moze faktycznie juz kogos szukala - nigdy sie nie dowiem, bo los zdecydowal inaczej. Czy jestem zla matka - nie sadze ale i po tym roku moge pwoiedziec, ze moja matka do konca nie byla dobra matka i to tez nie do konca byla jej wina. Nieprzecieta pepowina w koncu zawsze owinie sie nam wokol szyi i zacznie nas dusic. Nie ma latwych pytan ani latwych odpowiedzi.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz